Odtwórz wideo

Spędziłam 30 lat życia w przekonaniu-pułapce, że muszę naprawić swoją rodzinę

“Z wczesnego dzieciństwa pamiętam ojca, który wracał z pracy zawsze pijany oraz wiecznie rozżaloną matkę. Odkąd pamiętam towarzyszyły im problemy, wzajemne pretensje, nieufność, podejrzliwość i posądzanie o złe intencje. Krzykami komunikowali co wzajemnie o sobie myślą. Pamiętam awantury o pieniądze, o wypitą wódkę, o śmierć dziecka. Pamiętam ciężką rękę ojca i gips matki”. – Honorata Dłużewska-Owczarek

Odsłuchaj podcast

Ten materiał jest dostępny również w formie podcastu

Podziel się tym!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

6 Responses

  1. Tak… Honorata ma rację, że jest nas wielu… ludzi z takich domów. W których alkohol rządził domem, kształtował relacje i charakter nas, dzieci z tych domów. Alkohol, kłótnie, awantury, fizyczna przemoc. Poczucie winy, samotność, brak zrozumienia “dlaczego akurat ja musiałam się urodzić w takim domu?”. Wspomnienia o smaku alkoholowej niepewności każdego dnia.
    Ucieczka w naukę, oby uciec dzięki temu z domu, na studia.
    I przełom, gdy jako dorosła mówisz: nie akceptuję – moje dzieci nie będą widzieć takich scen. Nie pojawimy się tutaj. I już ponad 10 lat dumy z tego, że alkohol zniknął. Z własnej woli, bez jakiejkolwiek pomocy.
    I ta wiara teraz, że jak się chce, to można.
    Że się da.
    Choć w głowie ciężki balast.

  2. Taki dom jest koszmarem, trauma ciągnie się latami. Wynosisz z tego brak zaufania do wszystkich, brak poczucia bezpieczeństwa, depresję, niskie poczucie własnej wartości, zaburzenia odżywiania. Trzeba wielu lat , żeby sie z tym uporać i niewiele jest osób , które są w stanie zrobić to same- większość potrzebuje terapii psychologa lub psychiatry. I dodatkowo- bywa , że rodzina, rodzeństwo nie jest żadnym wsparciem a wręcz obrzuca cię winą, szukając jakiegoś kozła ofiarnego. Chociaż nie możesz mieć żadnej winy bo wtedy byłaś przecież tylko dzieckiem. W takim przypadku, jeśli rodzeństwo jest głuche na argumenty i wspólne rozwiązanie problemów bez wyścigów, kto jest lepszy, to lepiej w ogóle nie utrzymywać kontaktów z toksyczną rodziną. Tak alkohol niszczy całe pokolenia.

  3. Jestem DDA/DDD.
    Pozazdrościłam bohaterce, bo mój ojciec trzeźwy nie jest, ale łączy mnie z bohaterką wiele wspólnego…
    -Naprawianie rodziny
    “Będą mnie kochać, jeśli tylko…
    Muszę się bardziej postarać, to w końcu mi się uda…
    Nieważne jest to, co mi kiedyś zrobili jak bardzo przekroczyli granicę, napewno zrobili to, bo na to zasłużyłam, ale teraz to naprawię..”
    “Gdybym była lepszym dzieckiem, to ojciec by mnie nie bił.
    Gdybym była lepszym dzieckiem, to wujek nie molestowałby mnie.
    Gdybym była lepszym dzieckiem, to moje życie wyglądało by inaczej.
    Jestem do niczego, inne dziewczynki napewno potrafiły by się obronić..
    To ja jestem winna”

    Ja nie pamiętam kłótni rodziców – choć były, tak bardzo, jak swojego paraliżu ze strachu, kiedy ojciec był w pobliżu. Zamrożona, z głową w dół, żyłam bezszelestnie, by tylko nie dostać. Wnet przepraszałam, za to, że żyję. Trwałam nieruchomo.
    Gdy np. wchodziłam do pokoju, zatrzymywałam się za drzwiami, spoglądałam wtedy na ojca z jakby zapytaniem, czy mogę wejść, choć nie używałam słów, wiedział o co chodzi i skinieniem głowy pozwalał wejść. Dialog wytresowany..

    Jak to się przeniosło na relacje z innymi?
    Bałam się innych dorosłych.
    U koleżanki w domu, kiedy był jej ojciec to biegłam do jej pokoju, by się przed nim chronić.
    Odkrylam u niej, że ojca nie trzeba się bać. A raczej bylam w szoku, że ona się go nie boi.

    Jako dorosła :
    Wchodząc do pomieszczenia z innymi ludźmi, z góry wiedzialam, że jestem nikim.
    Nie znalam pojęcia “moja granica”, każdy mógł je przekroczyć, a ja wierzylam, że dlatego tak jest, bo jestem dnem i że w moim przypadku to norma.
    W domu rodzinnym Nie wolno mi było chciec, pragnąć, nie mialam prawa cierpieć, płakać, bawić się, siedzieć na kanapie, tylko na ziemi, bo jestem dzieckiem, to jestem brudna.

    Kolejnym podobieństwem, który zauważyłam u bohaterki tego filmu, jest wspomniany pracoholizm. Nieważne, czy obolała, zmęczona, niewyspana, czy oczekiwania pracodawcy przekraczają już normy, czy zgadzam się na to czego nikt nie chce zrobić “ja to zrobię, bo wtedy zasłużę na szacunek, bo wtedy będę wartościowa”

    Samotność, pustka, nierozumienie świata, brak sensu istnienia, wiary w siebie doprowadziły mnie do próby samobójczej..

    Na terapię trafiłam przez przypadek i to dało mi sens życia. Jestem szczęśliwa, za to, że mogę być sobą. Płakać chcę mi się ze szczęścia nawet teraz, pisząc ten komentarz.

    1. I to jest najsmutniejsze, choć daje Nam wszystkim pewną nutkę radości, ulgi, zrozumienia …

      Pozdrawiam Cię cieplutko Kasiu. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Autorzy

Programy

Kategorie

Najpopularniejsze

Zaczęła się okaleczać, gdy miała 10 lat. Ból po cięciu odwracał uwagę od natrętnych myśli. Ból psychiczny jednak nie mijał. W wieku 21 lat
Janusz Gużda, pracę w Kombinacie Rolnym Głubczyce rozpoczął w roku 1983- został pracownikiem zakładu rolnego w Wysokiej. Zakład Rolny Wysoka był jednym z 12
Kościół w Polsce to bastion zaścianka, nie ma języka, który by zatrzymał młodych. To właśnie polscy biskupi wykończą te anachroniczna korporacje. O perspektywach katolicyzmu